#47: Emocje lidera
O tym, że „pełna racjonalność” to managerska iluzja
Cześć!
Dziś chciałbym pójść w temat, który w świecie targetów, EBITDA i kwartalnych planów brzmi dla wielu managerów co najmniej podejrzanie. Chodzi o emocje. Ci, którzy mnie czytają od dawna, wiedzą że zawijam w ten obszar przynajmniej raz na jakiś czas ;)
Większość z nas została nauczona traktować emocje w pracy bardzo selektywnie. Radość z dowiezionego wyniku? Super, fajnie, zapraszam. Ale złość, smutek, bezradność czy lęk? To traktujemy niemal jak błąd systemu. Mamy taką fantazję, że profesjonalizm polega na zarządzaniu z poziomu „chłodnej głowy”, jakbyśmy te trudniejsze kawałki siebie mogli zostawić rano przed wejściem do biura (albo przed otwarciem laptopa).
Tylko, że to tak nie działa.
Emocje nie znikają, one idą pod powierzchnię
Możemy te emocje zagadywać, racjonalizować, przykrywać kolejną analizą albo dziesiątym spotkaniem tego samego dnia. Ale one i tak tam są. I co gorsza, jeśli nie mamy z nimi kontaktu, to one zaczynają kierować nami z tylnego siedzenia.
Widzę to u moich klientów dość regularnie (ok, u siebie czasem też):
Manager, który odcina się od swojej złości, nie przestaje być zły. On po prostu robi się sarkastyczny, chłodny i nieświadomie podcina innym skrzydła.
Manager, który boi się przyznać do lęku, nie staje się odważniejszy. On zaczyna mikro-zarządzać, dokładać kolejne procesy i zabezpieczać się z każdej możliwej strony, bojąc się podjąć jakąkolwiek decyzję.
Emocje są managerowi potrzebne przede wszystkim po to, żeby miał kontakt z rzeczywistością. As easy as that.
Różnica między reakcją a odpowiedzią
Kiedy ktoś z zespołu przychodzi do Ciebie z pretensją, albo trudnym feedbackiem, Twoje ciało reaguje natychmiast. Może pojawić się napięcie, chęć obrony, wytłumaczenia się. Jeśli nie masz kontaktu ze swoimi emocjami, po prostu zareagujesz odruchowo, często ucinając rozmowę albo robiąc coś innego (najczęściej mało adekwatnego)
Ale jeśli potrafisz zauważyć ten ścisk w gardle czy napięcie w barkach, zyskujesz coś bezcennego - wybór. Możesz wziąć oddech i zamiast odruchowej reakcji, dać świadomą odpowiedź. To właśnie ten „bufor”, o którym tyle się mówi w przywództwie, nie bierze się on z zaciskania zębów, ale z tego, że wiesz, co się w Tobie dzieje i nie przerzucasz swojego napięcia na zespół.
Zadanie :)
Zamiast instalować w swoim „systemie operacyjnym” kolejny framework do zarządzania zadaniami, spróbuj przez najbliższy tydzień po prostu zauważać swoje emocje.
Zatrzymaj się przed trudnym spotkaniem albo tuż po ciężkim callu i sprawdź:
Czy moja szczęka jest zaciśnięta?
Czy mój oddech jest krótki i płytki?
Co czuję w brzuchu?
Jak mi teraz jest?
To nie jest „miękkie” zawracanie głowy. To najbardziej konkretna i praktyczna rzecz, jaką możesz zrobić dla swojej sprawczości i dla bezpieczeństwa psychologicznego Twojego zespołu. Bo to jak czujesz się Ty promieniuje na Twój zespół. Kiedyś znajoma CEO dała mi radę - jeśli jesteś w złym nastroju - nie pojawiaj się w biurze. Coś w tym jest.
A na koniec!
Taki emocjonalny kawałek ;) this time:
Do usłyszenia w czwartek!
Marcin


